Drugi rok na pewno intensywny pod wieloma względami | Wyższe Seminarium Duchowne Diecezji Sosnowieckiej

Drugi rok na pewno intensywny pod wieloma względami

Przyjechaliśmy do seminarium po pierwszych kleryckich wakacjach. Dla świeżo upieczonych alumnów II roku był to upragniony czas odpoczynku i regeneracji sił zarówno ciała, jak i ducha. Każdy z nas odbył w tym okresie swoje pierwsze praktyki wakacyjne. Obejmują one pomoc w organizacji i prowadzeniu rekolekcji młodzieżowych (m. in. Ruchu Świato-Życie) lub innych wyjazdów parafialnych. Służyliśmy pomocą również podczas kolonii Caritasu. Ważnym punktem na kleryckiej mapie wakacyjnej jest piesza pielgrzymka na Jasną Górę. Zdążaliśmy do Częstochowy z różnymi grupami pątników z Sosnowca, Jaworzna, Będzina, Olkusza i Wolbromia. Każdy chyba z radością wspomina moment, gdy stanął przed Cudownym Obrazem, po trasie pełnej trudów i często niepogody. Niemniej jednak dla człowieka wiary ważniejsze jest osiągnięcie celu i obecność przy Matce. Z takim właśnie bagażem doświadczeń, ale i z nowymi siłami wkroczyliśmy w II rok formacji seminaryjnej.

naszych głowach znajdowało się mnóstwo pytań. ?Jak to będzie??, ?Czy dam radę??, ?Co nowego mnie czeka??. Nadchodzące dni i miesiące miały szybko przynieść odpowiedzi na te ważne pytania. Z drugiej strony wchodziliśmy w nową rolę ?starszych? kleryków. Przestaliśmy bowiem już być ?pierwszakami?. Czekały nas nowe, trudniejsze wyzwania zarówno naukowe, jak i te wspólnotowe.

Wszyscy mieszkamy w pokojach po dwóch. O ile klerycy I roku mają współlokatorów (inaczej: socjuszów) ze swojego kursu, o tyle alumni ze starszych lat są ?wymieszani?. I tak w jednym pokoju można znaleźć kleryka np. z II i IV roku. Gdy przyjechaliśmy do seminarium, pierwsze kroki skierowaliśmy do tablicy ogłoszeń, aby poznać swojego nowego socjusza. Emocje z tym związane były różne, niemniej jednak z czasem zaczęliśmy poznawać bliżej naszych starszych kolegów i uczyliśmy się wspólnego życia w zgodzie i współpracy.

Jednym z głównych zadań kleryków jest oczywiście studiowanie. Po stosunkowo łagodnej sesji kończącej I rok naszej nauki nadszedł czas na poważniejsze wyzwania. Przede wszystkim mierzyliśmy się z filozofią, która została podzielona na odpowiednie działy, takie jak: historia filozofii, filozofia człowieka, filozofia boga, metafizyka czy filozofia przyrody. Zdobywaliśmy również wiedzę z dziedziny psychologii ogólnej, psychologii religii i psychologii rozwojowej. Dużym wyzwaniem była dla nas religiologia ?pod batutą? charyzmatycznego ks. Krzysztofa Kościelniaka oraz wstęp do teologii prowadzony przez ks. Tadeusza Dzidka. Nie można oczywiście zapomnieć o lektoratach językowych z łaciny i greki oraz z języków nowożytnych. Jedno jest pewne: czas mieliśmy wypełniony po brzegi i nikt nie narzekał na nudę. Nauki było dużo, ale jest to potrzebne, aby położyć solidny fundament pod nauki teologiczne, które zgłębiamy w ciągu kolejnych lat naszej formacji.

Oczywiście, nie tylko nauka pochłania siły i uwagę kleryckiej braci. Jesteśmy wspólnotą i wszyscy dbamy o porządek i harmonię w naszym seminaryjnym domu. Dlatego każdy alumn ma przydział konkretnych obowiązków. Przez odpowiedzialne wykonywanie tychże prac (zwanych oficjami) wnosimy swój osobisty wkład w życie wspólnoty. Pierwsze oficja otrzymuje się na początku II roku. Konferencja, podczas której ogłasza się nowy podział oficjów, żartobliwie nazywana przez kleryków ?rozdaniem Oskarów?, była ważnym momentem dla nas, rozpoczynających kolejny rok studiów. I tak każdy z nas otrzymał swoje nowe zajęcie, np. bycie organistą, pracę w gazetce seminaryjnej ?Tabor?, pomoc w inwentaryzacji magazynu bibliotecznego i inne. Dobre wykonywanie oficjów świadczy o kleryku, dlatego wszyscy staramy się, według sił i zdolności, sprostać zleconym nam zadaniom.

Szczególnie radosnym momentem życia seminaryjnego jest coroczny zjazd Grona Przyjaciół Seminarium, czyli osób, które wspierają nas swoimi modlitwami i ofiarami. Klerycy dają wyraz swojej wdzięczności wobec Przyjaciół, przygotowując dla nich specjalne przedstawienie. Tradycją jest już, że właśnie alumni roku II mają zaszczyt wykazać się przed gośćmi swoimi umiejętnościami aktorskimi. Również i my podjęliśmy to wyzwanie. Opracowaliśmy temat i scenariusz. Pozostało zająć się scenografią i ? przede wszystkim ? reżyserią. W tym ostatnim służył nam swoją nieocenioną radą p. Piotr Piecha, aktor z krakowskich środowisk artystycznych. W dniu występu mogliśmy z czystym sumieniem przystąpić do realizacji przedstawienia. Każdy z nas stanął bowiem na wysokości zadania i włożył swój wkład w przygotowania do występu. Chyba najlepszym podziękowaniem dla nas za zaangażowanie w przedstawienie były łzy i uśmiechy na twarzach widzów, którzy chętnie przypomnieli sobie początki i koleje losu naszej młodej, dwudziestoletniej diecezji sosnowieckiej. To dzieło było dla nas kolejną okazją do wspólnej pracy i zacieśnienia więzi rocznikowej. W końcu nic nie zbliża ludzi bardziej niż wspólnie realizowane wyzwania i cele.

Ostatnim etapem naszych drugorocznych zmagań była sesja egzaminacyjna. Choć w czerwcowe dni myśli łatwo ulatują w kierunku domu i wakacyjnych planów, to trzeba było zebrać siły i koncentrację na ten bardzo ważny okres w studenckim życiu. Kończąc drugi rok formacji, finalizuje się jednocześnie zgłębianie wiedzy filozoficznej, co jest na ogół przyjmowane z ulgą przez kleryków, którzy czekają na przedmioty teologiczne, zgłębiane od III roku. Niemniej jednak każdy z nas musiał, choć na kilka tygodni, ?zaprzyjaźnić się? z Kantem, Heglem czy Schelerem, aby pozytywnie zaskoczyć egzaminatora i z ?czystym kontem? wyjechać na wakacje.

Jaki był ten II rok? Na pewno intensywny, pod wieloma względami. Ale, jak pokazuje życie, zazwyczaj najlepiej wspomina się te chwile, które wymagały od nas wysiłku i samozaparcia w dążeniu do obranego celu. Myślę, że ten czas spędzony w seminarium zaowocuje w nas niezbędnym doświadczeniem na drodze formacji. Był to dla każdego pewnego rodzaju sprawdzian możliwości i mobilizacji. Patrząc z perspektywy na wszystkie wyzwania, które podjęliśmy i wykonaliśmy, można z nadzieją patrzeć w przyszłość i utwierdzać się w powołaniu.