Czwarty rok jak to jest po półmetku? | Wyższe Seminarium Duchowne Diecezji Sosnowieckiej

Czwarty rok jak to jest po półmetku?

Gdy zostałem poproszony o kilka słów refleksji na temat czwartego roku seminaryjnych studiów, zastanawiałem się, co powiedzieć. Uczyć się trzeba, na wykłady chodzić, przełożonych słuchać ? rok jak każdy inny. A jednak nie. Nie taki jak każdy inny. Każdy rok w seminarium jest inny. Zatem co na tym roku czwartym innego, niepowtarzalnego, fascynującego? Przyjrzyjmy się?

Rzecz zaczyna się już w kaplicy. Zajmujesz miejsce w ławce coraz bliżej ołtarza (każdy kleryk ma przypisane miejsce w kaplicy ? od najstarszego kursu do najmłodszego). Jeśli masz trochę szczęścia i jeśli kurs piąty jest mniej liczny, to masz szansę siedzieć w pierwszej ławce. Na początku jest dość dziwnie, ale można się przyzwyczaić. Sutanna jest już dla ciebie strojem codziennym. Gdy twoi młodsi koledzy z utęsknieniem czekają na moment obłóczyn, ty zakładasz tę szatę już bez przyspieszonego rytmu serca, choć zawsze z szacunkiem.

Wykłady nie są ci już straszne, wiesz jak się uczyć, czego się uczyć, co jest trudniejsze do opanowania, bo rzeczywiście na tym roku trochę nauki jest. Co nie oznacza, że nie masz czasu wypić porannej kawy. Akurat na to czas musi się znaleźć.

Jednak ciekawsze jest to, co dzieje się poza salą wykładową. Już w październiku kleryk roku czwartego przygotowuje swoje pierwsze rozważania, które wygłasza podczas nabożeństw październikowych. Jednym idzie to łatwiej, inni są zestresowani przed podejściem do ambony i popatrzeniem prosto w oczy swoim kolegom. A koledzy, no cóż, zadania nie ułatwiają. Czasem mówią, że dobrze ci poszło, czasem chwalą za pomysł, a to znów nic nie mówią. Już na tym etapie przekonujesz się, że z ambony naprawdę dużo widać. Pamiętam, jak pewnego razu musiałem zapanować nad sobą, by się nie zaśmiać, gdy zobaczyłem młodszego kolegę,

W toku formacji seminaryjnej przygotowujesz się do przyjęcia posługi akolitatu. Akolita to mężczyzna, który ma pomagać kapłanom i diakonom w wypełnianiu ich zadań. Nie oznacza to, że akolita może celebrować Mszę św. czy głosić homilie. Jest jednak nadzwyczajnym szafarzem Komunii Świętej, zatem może jej udzielać wiernym, zanosić ją chorym, może też wystawiać Najświętszy Sakrament do adoracji. Tak, posługa akolitatu fizycznie przybliża cię do Boga. Będziesz trzymał Go w swoich rękach, więc bliżej już być nie możesz. Bardzo dobrze pamiętam moment, kiedy pierwszy raz wziąłem puszkę z Najświętszym Sakramentem do rąk i zacząłem rozdawać Komunię wiernym. Pamiętam czas, miejsce, nawet pierwszą osobę, której podałem Chrystusa. Z drżeniem rąk, przyspieszonym biciem serca idziesz do ludzi, którzy na ciebie czekają, a właściwie ty jesteś tylko narzędziem w rękach Boga. Co za paradoks ? Bóg wybiera ciebie jako swoje narzędzie i On, Pan i twój Mistrz, oddaje się w twoje ręce, byś zanosił Go innym. Rozumiesz? Ja do dziś nie bardzo mogę to pojąć. Choć od tamtego czasu rozdawałem Komunię Świętą wielokrotnie, choć już ręce tak bardzo się nie trzęsą, to jednak nadal zadziwia mnie fakt, że Bóg oddaje się w ręce człowieka. To jest wielkie zaufanie ze strony Boga, a odpowiedzialność z naszej strony.

Święta Bożego Narodzenia, czas, kiedy w naszych kościołach, a wcześniej pewnie w głowach duszpasterzy, powstają pomysły na zrobienie szopki. Czwarty kurs ma za zadanie przygotować seminarium na Wigilię i święta Bożego Narodzenia. Pomysły rodzą się stopniowo. Ewangelicznie ? ?najpierw źdźbło, potem kłos i pełne ziarno w kłosie?. A w noc przed seminaryjną Wigilią jest czas na żniwo. Jest taka noc, kiedy wszyscy śpią, a po seminarium grasuje zorganizowana grupa klerycka. Nie tyle niszczą, ile przystrajają. Nie tyle burzą, ile budują. I tak do rana. Piękny czas. Pomysł na przystrojenie budynku i wykonanie szopki w kaplicy zazwyczaj jest utrzymywany w tajemnicy przed innymi. Gdy rankiem inni wstają, wita ich pewna zmiana. Starsi już wiedzą, że ta zmiana mówi, że dziś wigilia, zatem niedługo wyjazd do domu.

naszej refleksji zastanawiamy się, co jest takiego szczególnego na roku czwartym. Doszliśmy wreszcie do przerwy międzysemestralnej. Otóż, w czasie tej przerwy w seminarium odbywają się rekolekcje dla młodzieży męskiej. Właśnie za ten czas jest odpowiedzialny kurs czwarty. To oni, pod przewodnictwem ojca duchownego, zastanawiają się nad programem, hasłem, plakatem, planem dnia, celem itd. Te przygotowania trwają już od listopada. Szereg spotkań, wymiany myśli, pomysłów. Tak, by młodzi ludzie wyjeżdżając z rekolekcji, powiedzieli: ?dobrze było, przyjedziemy za rok?. Rzeczywiście, rekolekcje są czasem mocno wytężonej pracy i fizycznej, i umysłowej. Młodzi studenci czy uczniowie szkoły średniej są z nami przez 3 dni. Jest to czas, kiedy poznają nie tylko seminarium, ale także nas. Większość ludzi zna kleryków ?z kościoła? ? kiedy stoimy wyprostowani przy ołtarzu, w sutannach i białych komżach. Na rekolekcjach jest okazja, żeby porozmawiać z nami na różne tematy przy herbacie czy kawie. Można nas zobaczyć jako zwykłych ludzi, którzy np. sprzątają korytarze w budynku, robią pranie czy myją naczynia. Seminarium to nie tylko kaplica i sala wykładowa. Seminarium to część naszego życia, ze wszystkimi radościami, obowiązkami i problemami.

Wreszcie przychodzi maj i pierwsze praktyki katechetyczne w szkole podstawowej. Pierwszy raz stajesz po drugiej stronie biurka, otwierasz dziennik i sprawdzasz obecność. Widzisz katechezę od drugiej strony. Od drugiej strony widzisz też pokój nauczycielski. Praktyki katechetyczne są tylko namiastką prawdziwej pracy w szkole. Dzieci w podstawówce potrafią zaskoczyć. Mówiłem o świętości, o niebie, na co dziecko zadaje mi pytanie: ?Proszę księdza, a czy w niebie jest sklep z pamiątkami?? ? prawda, że takie pytanie pobudza myślenie. Takie spotkania z młodymi ludźmi otwierają ci oczy na rzeczy najbardziej oczywiste, o których często się zapomina.

I tak upłynęły wieczór i poranek, rok czwarty. Rok pełen przygód, nowości, praktyki duszpasterskiej. Pierwszy rok, w którym wiedzę, którą zdobyłeś, możesz wykorzystać w praktyce.